STANISŁAWA CELIŃSKA: Najtrudniejsza jest prostota

Start listening

W maju 2015 roku, tuż po wydaniu albumu „Atramentowa…” (a wydała ów album Agencja Muzyczna Polskiego Radia) spotkałam się ze Stanisławą Celińską, by o tym albumie porozmawiać.

Postanowiłam tę rozmowę przypomnieć dziś, 12 maja 2026 roku, w dniu śmierci Stanisław Celińskiej.

Jak powstała „Atramentowa…” płyta?

Wszystko zaczęło się od mojego spotkania z Maciejem Muraszko, który zaproponował mi zaśpiewanie „Atramentowej rumby”. Piosenka udała się nam bardzo pięknie. Zagraliśmy ją na 46. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 2009 roku, podczas koncertu „Premiery”. Festiwal w Opolu jest dość hałaśliwą sprawą, ale jak się okazało, nasza piosenka spodobała się i została sklasyfikowana na czwartym miejscu.

Wielu osobom zapadła w pamięć z powodu swojej – niekojarzącej się ze mną – delikatności. Wcześniej zazwyczaj wykonywałam bardzo ekspresyjne piosenki, chociaż liryczne też bardzo lubiłam. „Atramentowa rumba” to mocny tekst Marcina Sosnowskiego, z bardzo dosadnymi określeniami stanu kobiety, która w nocy myśli o swoim życiu i o tym, czy wstanie nowy dzień, połączony z tonizującą i niezwykle delikatną, a jednocześnie rytmiczną nocną muzyką. To utwór, który nie krzyczy, nie agituje, ale zastanawia się nad kondycją ludzką, zwłaszcza w nocy.

I taka właśnie, delikatna, tonizująca muzyka otacza wszystkie nowe piosenki na „Atramentowej…” – i to jest piękne. Cieszę się, że tym razem nie śpiewam protest songów, bo trochę mam już tego dosyć.

„Człowiek powinien czasem mówić szeptem”

Przez lata było tak, że Pani swoim głosem bardzo wielu piosenkom dodawała mocy. Ale na płycie „Nowa Warszawa” chyba po raz pierwszy pokazała się Pani z tej delikatniejszej strony, choć jeszcze nieśmiało.

Człowiek powinien odważyć się krzyknąć, ale również powinien odważyć się powiedzieć coś szeptem. Nie bać się tego, zwłaszcza w tym hałaśliwym świecie, który nas otacza. Wcześniej świat był może troszkę mniej hałaśliwy, za to ja miałam swoje różne problemy, więc chciałam trochę powrzeszczeć, powiedzieć: halo, tu jestem. Staram się wyczuwać ducha czasu, być może dlatego teraz chcę przemawiać ciszej. Kiedyś Andrzej Wajda powiedział, że chciałby kręcić takie filmy, które sam by obejrzał. Ja chcę śpiewać takie rzeczy, których chciałabym słuchać – tonizujące, uspokajające, przeciwstawiające się napierającemu zewsząd hałasowi.

Co działo się dalej, po opolskim i internetowym sukcesie „Rumby”?

Wszystko rodziło się stopniowo, małymi krokami. Na początek poprosiłam Maćka o wszystkie jego kompozycje. Pomału wydobywałam z nich różne, wpadające mi w ucho melodie. Myśleliśmy o tekstach, więc oczywiście adresem numer jeden był Wojciech Młynarski, ale również Dorota Czupkiewicz, która jest niezwykle wrażliwą osobą, wrażliwą kobietą.

„Bóg modli się do człowieka”

Wojciech Młynarski i Dorota Czupkiewicz chyba podzielili między siebie tę płytę?

Są cztery utwory Młynarskiego i cztery Czupkiewicz. Oprócz tego jest kilka coverów, które bardzo chciałam zaśpiewać, i dwoje bardzo ważnych autorów oraz współwokalistów – Muniek Staszczyk i Kasia Nosowska.

Wojciech Młynarski specjalnie dla Pani napisał te piosenki?

Napisał je specjalnie dla mnie, do zaproponowanej muzyki Macieja. Odważyłam się też zasugerować mu temat jednej piosenki – bardzo trudny temat, ale pomyślałam, że jeśli ktoś może to napisać, to tylko geniusz. Mówię o utworze „Drzwi odemknij”, w którym to nie człowiek modli się do Pana Boga, ale Bóg modli się do człowieka. Wojciech powiedział, że odezwie się za trzy dni, a zadzwonił już następnego dnia z genialnym tekstem. Tylko w przypadku tej jednej piosenki muzyka powstała do tekstu, nie odwrotnie.

Do piosenki „Drzwi odemknij” nawiązuje również okładka płyty. Tę okładkę zaprojektowała specjalnie dla mnie moja córka – Aleksandra Grabowska. Jestem jej za to bardzo wdzięczna. W tych namalowanych otwartych drzwiach jest nadzieja – i o to mi chodziło.

„Nie wolno było schować tej piosenki do szuflady”

Bardzo pięknie Wasze relacje w kilku zdaniach zamieszczonych na okładce pokazał Muniek Staszczyk: „Wybitną polską aktorkę panią Stanisławę Celińską znałem i podziwiałem od wielu lat, Stasię natomiast poznałem osobiście w roku 2013”. Piosenka, którą wspólnie śpiewacie, jest niezwykle odważna. Zaśpiewać wprost o uzależnieniu od alkoholu – i to jeszcze w relacji rodzic–dziecko… Dyskutowaliście o tym, jaka ma być Wasza wspólna piosenka?

Wręcz przeciwnie. Maciej Muraszko napisał muzykę i dał ją Muńkowi, by napisał tekst. Muniek troszeczkę się z tym woził, aż w końcu któregoś wieczoru dostałam demo i padłam. Nie spodziewałam się takiego ciosu między oczy. Byłam ciężko przerażona, ale jednocześnie wiedziałam, że Muniek trafił w sedno. W sam środek tarczy. Nie byłam pewna, czy będę w stanie w ogóle to wyśpiewać, czy nie polegnę po paru pierwszych słowach. Zrozumiałam jednak, że trzeba, że muszę, że skoro ta piosenka jest, nie wolno jej schować do szuflady, że może pomóc. I tak powstała piosenka „Wielka słota”.

Nagraliśmy też teledysk. Muniek to ciepły, dobry człowiek. Bardzo dobrze się dogadujemy. Jak spojrzeliśmy na siebie, nie było żadnych wątpliwości, że swój trafił na swego. Cudownie pracowało nam się przy tym teledysku z bardzo młodymi reżyserami, ale młodzież w ogóle jest fantastyczna, więc bardzo lubię z nią pracować. W środku czuję się młoda, a jak zobaczę młodych, to jeszcze młodsza.

„Najtrudniejsza jest prostota”

Kto decydował, jak te piosenki będą brzmiały w wersji ostatecznej?

Maciek pilnował, by wszystko brzmiało jak trzeba. Ale byli z nami inni wspaniali muzycy, między innymi Wojtek Olszewski i Kuba Frydrych. Nie tylko grał na swoich gitarach i mandolinach, ale też karmił nas podczas nagrań własnoręcznie przygotowanymi potrawami. Płytę nagrywaliśmy głównie w Pleszewie. To cudowne miejsce pod Poznaniem, gdzie można się schować, zaszyć. Za oknem prawie nic – tylko łąki i łąki. Cudownie można się było tam skoncentrować. Przy nagraniach zwierzałam się też ze swoich muzycznych marzeń i na tej płycie jedno z nich się spełniło. Zawsze chciałam zaśpiewać piosenkę Ludmiły Jakubczak „Wakacje z deszczem”. Wymyśliłam, że tylko z kontrabasem. Ostatecznie doszły jeszcze dwa instrumenty – werbel Maćka udający fale morskie i gitara Kuby. To bardzo skromny utwór, który bardzo podoba się ludziom.

Zasadniczo ostatnie zdanie co do brzmienia należało do Maćka Muraszki i Sergiusza Suprona – realizatora dźwięku, a ja chciałam o tych trudnych tematach zaśpiewać jak najprościej. Tak, by słuchaczowi się wydawało, że on też mógłby tak zaśpiewać. Najtrudniejsza ze wszystkiego jest prostota.

„Wracam do własnych źródeł”

Na szczęście rozśpiewała się Pani w ostatnich latach. Coraz więcej Pani w różnych muzycznych projektach – „Nowa Warszawa”, spektakl „Nie jesteś sama” z piosenkami Agnieszki Osieckiej, gdzie obłędnie i zupełnie inaczej niż dotąd zaśpiewała Pani „Małgośkę”, czy fenomenalnie wykonany we Wrocławiu na PPA a cappella „Grande Valse Brillante”.

Bardzo się cieszę, że wracam do własnych źródeł. Moi rodzice byli muzykami, a ja chętnie śpiewałam już podczas przedszkolnych uroczystości. Aktorstwo przyszło później.

Muzyka jest dla mnie czymś bardzo ważnym. Uspokaja mnie, koi duszę.

Teraz, gdy mam już swoje lata, ale jestem też trochę zmęczona wcielaniem się w różne postaci, czasami bardzo tragiczne, muzyka napełnia mnie spokojem, który daje poczucie dobrej egzystencji. To, że wróciłam do śpiewania, raduje moje serce. Cieszę się, że mogę śpiewać piękne piosenki i dzielić się nimi z ludźmi.

Rozmawiała Teresa Drozda.


Jeśli podoba Ci się, to co robię, zajrzyj, poczytaj, posłuchaj, wesprzyj.
Łatwiej będzie mi tworzyć dalej, a Ty dostaniesz coś EXSTRA!

https://patronite.pl/TeresaDrozda
https://suppi.pl/drozdowisko
https://buycoffee.to/drozdowisko/

Join the discussion