Poeci od wieków opowiadają o walce dobra ze złem, o winie i karze, o sprawiedliwości, która prędzej czy później upomina się o swoje. Ta głęboko zakorzeniona wiara w boską (albo inną) sprawiedliwość przybiera formy ludowych podań, ballad czy mitów. Teksty Karela Jaromíra Erbena i Owidiusza dzieli niemal dwa tysiące lat, ale ich opowieści stawiają wspólne pytania i niezwykle współcześnie mapują odwieczne namiętności. Po tę klasyczną literaturę sięgnął czeski duet reżyserski SKUTR, czyli Martin Kukučka i Lukáš Trpišovský, realizując na scenach Národního divadla „Kytice” (premiera 28 lutego 2019) i „Proměny” (premiera 19 lutego 2026).
Pisanie o czeskim teatrze jest dla mnie trudne. Towarzyszy mu niepokój dotyczący kontekstów, przegapienia jakiejś oczywistości, która dla mnie – cudzoziemki – oczywista nie jest i może wypaczyć zrozumienie sensów spektaklu. „Kytice” – czeską klasykę – obejrzałam w listopadzie 2025 roku. I wtedy nie miałam odwagi pisać o tym spektaklu, choć obezwładnił mnie swoją wizualnością. Dopiero „Proměny” [Metamorfozy] dodały mi odwagi, bo oba to strony tej samej książki i ten sam teatralny język.

Oba spektakle zaczynają się statycznie i niemal identycznie. Od monologu starca. Na scenie staje František Němec jako Filemon albo Poutník i swoją najczystszą czeszczyzną, w której słychać każdą spółgłoskę, każdy rym, każdą długość, wprowadza nas recytacją w świat dawnych opowieści.
Erben: od kościelnej ruiny do obrazu
„Kytice” [Bukiet] Karela Jaromíra Erbena to dla Czechów tekst fundamentalny. Dziewiętnastowieczny poeta, etnograf i zbieracz ludowych opowieści stworzył zbiór ballad (pierwsze wydanie w 1853 roku), w którym świat wierzeń, demonologii i obrzędów splata się z romantyczną opowieścią o ludzkim losie. To tekst obecny w szkole, pamięci kulturowej i języku. Polskim punktem odniesienia mogą być „Ballady i romanse” Mickiewicza, choć Erben jest bardziej konsekwentny w budowaniu zamkniętych moralitetów, a przy tym głębiej zanurzony w demonologii ludowej i symbolice pokuty. Co ważne i zaskakujące „Kytice” nie mają polskiego przekładu – ukazały się jedynie pojedyncze ballady, zaś Mickiewicz po czesku jest w całości.

SKUTR budują z (wybranych) ballad Erbena poetycką opowieść sceniczną. Pierwsza część spektaklu rozgrywa się w przestrzeni przypominającej ruiny kościoła. Ambona staje się zarazem wieżą i miejscem sądu. W balladzie „Holoubek” [Gołąbek] szczególnie porusza ogromna, zwiewna biała materia, która otula bohaterkę i unosi ją ku światłu. Podobna, jako woda, pojawi się w „Proměnach”. Ballady, które w oryginale często opierają się na rygorystycznej formule „grzech – kara – pokuta”, w spektaklu mają cień współczesnego współodczuwania. W „Polednicy” [Południcy] widać samotność i przeciążenie matki. „Vodník” z kolei to uniwersalna opowieść o konflikcie między światem natury i wolności a kulturowym nakazem przynależności do konkretnego porządku społecznego.
Poszczególne historie oddziałują z różną siłą, ale całość układa się w wyrazisty ciąg obrazów. W drugiej części spektaklu elementem scenografii staje się rama, wielka, niemal barokowa, o wykroju kartuszowym. Jednak dopiero po obejrzeniu „Proměn” dotarło do mnie, że kolejne sceny plastycznie przypominały fragmenty obrazów ze „Słowiańskiej epopei” Alfonsa Muchy. Nie sprawdzałam, czy panowie reżyserzy publicznie mówili gdzieś o tym źródle inspiracji. Być może nie, bo (być może) dla czeskiego widza jest to po prostu oczywistość.

Owidiusz w złotym teatrze
„Proměny” przygotowane zostały w Státní operze. Ogromna, złocona sala i rozległa scena stwarzają możliwości, których nie sposób zignorować. Spektakl zaczyna się od kontrastu, bo scenografia „Proměn” jest niemal industrialna. Na scenie stoją pionowe, ponumerowane elementy, a także wysokie ramy i drabiny z platformami. Całość przypomina fabrykę albo kopalnię. Na początku ogromna płachta materiału zasłania scenę. To właśnie obraz na niej umieszczony skalą, kompozycją i nastrojem otworzył mi skojarzenie z Muchą.
W „Proměnach” jest zdecydowanie mniej romantycznego mroku czy poetyckości. Ponadto w klasyczny tekst wplecione są fragmenty napisane współczesnym językiem. Pojawiają się takie sformułowania jak „creepy”, „wersja 2.0” czy „rules”. Plastycznie jest wspaniale.

Absolutnym majstersztykiem jest scena w Hadesie, gdzie uwięzione jest Eurydyka. Przestrzeń podziemnego świata zostaje oddzielona od reszty sceny pleksiglasową ścianą, w tle złowrogie cienie drzew. Eurydyka porusza się wśród jego mieszkańców. Nad nią, głową w dół, unosi się jej Cień. Suknie rozkładają się wokół obu postaci jak kielichy – jeden w dół, drugi w górę. Cień Eurydyki zostaje położony na stole przypominającym katafalk. Mieszkańcy Hadesu, wśród nich Medea, zaczynają go jeść. Osobliwy rytuał odprawiany w świecie zmarłych.
Równie mocno zapadają w pamięć Ikar i Faeton i ich dwie historie związane ze słońcem. Ikar ma skrzydła z plastikowych butelek PET. Faeton się z niego śmieje, nazywając ekologicznym lotnikiem. Opowiadają o swoich ojcach. Faeton skarży się, że ojca nie zna, że nie może udowodnić, że jest synem boga słońca. Kiedy zjawia się Helios, Faeton żąda rydwanu. W czasie rozmowy ojca z synem Ikar wbiega na scenę. Ma wielką tyczkę, a na jej końcu malutki balonik. Helios balonik przekłuwa. Faeton pyta, czy to Ikar, ojciec potwierdza i ich rozmowa toczy się dalej. Mocne, wymowne i piękne teatralnie.

Słoneczny rydwan wygląda jak plaster miodu złożony ze złotych, lustrzanych elementów. Kiedy zaczyna odbijać światła reflektorów, rozlewa złoto po całym wnętrzu Státní opery. Efekt jest obłędny. Złocenia sali i złote światło odbite od rydwanu tworzą jedną przestrzeń. My, publiczność, też stajemy się poddanymi boga, równie nieistotnymi jak Ikar. Absolutnie nadzwyczajna scena.
Aktorzy
Ogromnym atutem obu spektakli jest obsada. Obsada wielopokoleniowa. Na scenie narodowej nie powinno być inaczej. O Františku Němecu już wspomniałam, ale w obsadach są też m.in. Iva Janžurová – legenda czeskiego teatru, Pavla Beretová – o jej Heddzie Gabler kiedyś napiszę, a z najmłodszego pokolenia Tomáš Havlínek – wspaniały jako Faeton, Pavel Neškudla – widziany przeze mnie m.in. w Divadle v Dlouhé, Zdeněk Piškula i gościnnie Filip Březina. Wszystkich tych aktorów zobaczyć można także w czeskich filmach, więc choć nazwiska mówią Wam być może niewiele, twarze przemówić powinny.
Dwa gmachy i klasyka
Národní divadlo i Státní opera to dwa historyczne gmachy, powstałe w podobnym okresie, ale związane z odmiennymi historiami praskiej wspólnoty. Teatr Narodowy otwarto w 1881 roku, a po pożarze odbudowano i ponownie otwarto w 1883. Powstał dzięki zbiórkom i wspólnemu wysiłkowi Czechów, którzy chcieli mieć własną reprezentacyjną scenę. Státní opera została otwarta w 1888 roku jako Neues Deutsches Theater, z inicjatywy praskiej społeczności niemieckiej. Opera była ważną częścią jej działalności, choć wystawiano tam również dramaty. Pisałam o tym szerzej przy okazji „Mefista” [https://drozdowisko.pl/index.php/2024/11/11/drozda-notuje-notatnik-praski-a-d-2024-czesc-4-mefisto/].
Już same budynki niosą ze sobą pamięć o teatrze jako instytucji kultury i reprezentacji wartości.

SKUTR konsekwentnie wybierają teksty klasyczne. W ich reżyserii (na deskach Teatru Narodowego, którego są dyrektorami artystycznymi) można zobaczyć jeszcze m.in. „Hamleta”, „Niebezpieczne związki” czy „Rusałkę”. Ale to te dwa spektakle są ze sobą w dialogu i to na wielu poziomach. Są, jak już wspomniałam, stronami tej samej książki. Spektakularnym hołdem złożonym klasyce oraz teatrowi i jego wielopokoleniowości.
Praktycznie
Na scenach Teatru Narodowego w Pradze wszystkie spektakle grane są z angielskimi napisami. W gmachu opery dodatkowo dostępne są specjalne tablety, na których wyświetlany jest tekst, zaś w gmachu Teatru można także wypożyczyć specjalne okulary.
Jeśli podoba Ci się, to co robię, zajrzyj, poczytaj, posłuchaj, wesprzyj.
Łatwiej będzie mi tworzyć dalej, a Ty dostaniesz coś EXSTRA!
https://patronite.pl/TeresaDrozda
https://suppi.pl/drozdowisko
https://buycoffee.to/drozdowisko/




