W lipcu 2026 roku, po przeszło dwóch latach, znów mikrofonowo spotkałam się w Pradze z Mariuszem Suroszem. Mariusz w stolicy Czech mieszka od piętnastu lat. Jest także autorem trzech znakomitych książek o tym kraju: „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów”, „Ach, te Czeszki!” i „Praga. Czeskie ścieżki”, a także licencjonowanym przewodnikiem po Pradze. Dla mnie od lat jest też jednym z ludzi, dzięki którym uczę się Pragę i Czechy czytać.
DROZDOWISKO 193.
Przez lata, z mikrofonem i bez chodziliśmy razem po mieście, rozmawialiśmy o historii, czeskości, książkach. Mariusz pokazywał mi rzeczy, obok których pewnie sama przeszłabym bez zatrzymania. Z czasem to zaczęło działać w obie strony. Podczas tego lipcowego spotkania zatrzymałam się na przykład przy tablicy dotyczącej dawnej oranżerii na Hradczanach. Doczytałam ją do końca i znalazłam informację, której Mariusz nie znał. Zainteresowała go. Drobiazg, ale właśnie takie drobiazgi lubię najbardziej. Dobrze znane miejsce nagle uchyla kolejne drzwi.

Pretekstem do naszej nowej rozmowy było piętnastolecie Mariusza w Pradze. Punktem wyjścia – pięć miejsc, które jakiś czas wcześniej wskazał jako szczególnie ważne dla siebie i dla rozumienia Czech. Nie będę ich tutaj wymieniać. Są w 193. odcinku DROZDOWISKA. Podczas nagrania ważniejszy okazał się inny wątek: pytanie, co właściwie mamy na myśli, kiedy chcemy zobaczyć „nieoczywistą Pragę” albo „poczuć klimat miasta”.
Klimat miasta?
„Klimat miasta” jest jednym z tych określeń, których używa się bez większego namysłu. Jedziemy gdzieś na dwa albo trzy dni i chcemy go poczuć. I jeszcze koniecznie zobaczyć miejsca, do których „nie chodzą turyści”.
Mariusz, który jako przewodnik takich oczekiwań słucha regularnie, reaguje na nie dość gwałtownie: „Wyobraźcie sobie, że ktoś wam obiecuje, że pójdziecie do czeskiej gospody i poczujecie ów wyśniony klimat. No nie. (…) Jak się danego miejsca nie obwącha, nie obsika przez lata, to za cholerę nie poczuje się tego klimatu”.

Podczas zazwyczaj krótkiej wizyty w miejscu czy mieście pozostajemy obserwatorami. Codzienne życie Czechów nie polega przecież na siedzeniu w gospodzie przy piwie. Kiedy turysta zwiedza Pragę, ktoś prowadzi tramwaj, ktoś pracuje w sklepie, ktoś właśnie wraca z pracy. „Jakiego klimatu chcecie poszukać?” – pyta Mariusz.
Zgadzam się z nim i spieram jednocześnie, bo każdy jest inny i na każdego coś innego może podziałać. A ja wierzę, że miasto może człowieka uwieść. Czymkolwiek. Ścieżką, którą właśnie idziemy. Wystawą w Galerii Narodowej. Widokiem. Detalem. Czymś, czego nie planowaliśmy. Ważne, że zostawi po sobie ciekawość i ochotę na powrót. Czy to jest już „poczucie klimatu”? Nie wiem, ale tak zaczynała się moja Praga. Od kolejnych powodów, żeby wracać.
Najpierw rzeczy oczywiste
Temat „Pragi nieoczywistej” od pewnego czasu pojawia się też w innych moich rozmowach. W lutym 2026 roku nagrywałam 185. DROZDOWISKO z Anną Karoliną Lewandowską, również licencjonowaną praską przewodniczką. Spacerowałyśmy po mieście śladami dwóch „Tajemnic tajemnic” – książek Zbigniewa Nienackiego i Dana Browna. Swoją drogą zwiedzanie miasta śladami książki, filmu czy bohatera to pomysł genialny i nieskończony, bo w sumie nieskończona jest ilość tekstów kultury, które taką mapą-inspiracją mogą się stać. Kiedy dotarłyśmy na Most Karola, Ania powiedziała rzecz bardzo prostą:
„Ja jestem zdecydowanie w tym obozie, który uważa, że najpierw rzeczy oczywiste, a dopiero potem tak zwane nieoczywiste”.

I zaraz wyjaśniła, dlaczego określenie „nieoczywiste miejsca, a najlepiej takie, których Polacy nie znają” działa dobrze na blogach i w mediach społecznościowych, ale niekoniecznie jest dobrym sposobem na poznawanie miasta. Najpierw warto zdobyć podstawy. Jak z alfabetem – mówiła – najpierw A i B, dopiero potem traktaty filozoficzne. Lubię tę myśl i zgadzam się z nią.
Most Karola nie staje się mniej frapujący tylko dlatego, że każdego dnia przechodzą po nim tłumy. Hradczany nie są banalne dlatego, że znalazły się na milionach pocztówek. Można być tam dziesiąty raz i wciąż czegoś nie zauważyć. „Nieoczywistość” nie musi (choć może) znajdować się na końcu linii tramwajowej. Czasem stoi przed nami od kilkuset lat, tylko nie bardzo wiemy, na co patrzymy tak naprawdę.
Mariusz ujmuje to bardzo celnie: „Co z tego, że widzicie, jak nie widzicie, bo nie wiecie, co za tym stoi. Jaka myśl, jaka idea, jaka historia?”. Można więc obejrzeć budynek, zrobić zdjęcie pomnika, wejść do kościoła i pójść dalej. Ale warto potem dopytać albo doczytać (tak, internet bardzo pomaga) kto go zaprojektował, dlaczego właśnie tak, kto za to zapłacił, co wcześniej stało w tym miejscu, jakie znaczenie miało sto lat temu i co znaczy dzisiaj.
Nieoczywistość wraca
W 192. DROZDOWISKU spotkałam się z Danielem Kruczyńskim, który zajmuje się praskim street artem. Wcześnie rano, z mikrofonem, poszliśmy obejrzeć najdłuższy mural w mieście. To ja podczas naszej rozmowy nazwałam ten mural praską nieoczywistością, a Daniel przyznał, że zdecydowanie można go pod tym hasłem umieścić. Jest spory kawałek od centrum, nie jest zabytkiem, trzeba się doń wybrać specjalnie – 100% nieoczywistości. Zresztą cała praska scena streetartowa pozostaje dla większości przyjezdnych prawie niewidoczna.

Spacerując po wzgórzu Letná z Mariuszem natknęliśmy na dwóch młodych Polaków z deskorolkami, którzy uświadomili nam, że miejsce przy Metronomie, miejsce po wielkim pomniku Stalina, to deskorolkowa mekka, chwalona i polecana w branżowych pismach. To z kolei dla nas, choć miejsce znamy doskonale, było wyznacznikiem „nieoczywistości”, a może raczej uświadomieniem sobie, jak różne mogą być motywacje przyjazdów do naszej ukochanej Pragi.
Moja Praga
Nigdy nie postanowiłam, że będę specjalistką od „Pragi poza utartym szlakiem”. Po kilkunastu latach jeżdżenia do Czech, dość naturalnie i coraz częściej trafiam gdzieś dalej, głębiej, obok. Jadę zobaczyć spektakl do dzielnicy, do której turysta nie ma powodu zaglądać. Wysiadam z tramwaju, bo widzę intrygującą rzeźbę. Wchodzę do schronu Folimanka. Jadę oglądać mural. Zatrzymuję się przed tablicami na budynkach. Skręcam w ulicę, której nie znam. Jednocześnie nadal chodzę po Moście Karola. Wracam na Kampę. Nieustannie fotografuję instalacje Davida Černého i widoki z Hradczan albo wzgórza Petřín. Nie mam potrzeby udowadniania komukolwiek, że znam tajemnicze miejsce, którego nie ma w przewodniku (ale pokazując komuś Pragę, zawsze słyszę, że beze mnie by tu czy tam nie trafił).

Dlatego tak cenię rozmowy z Mariuszem i innymi pragolubami. I lubię też się z nimi po mieście snuć. Z mikrofonem i bez. Właściwie nie używam sformułowania, że coś jest „typowo czeskie”, chociaż swoje typy mam. Ale żeby odpowiedzialnie jakieś zjawisko czy miejsce określić tym mianem, musiałabym tak dobrze jak Pragę znać też Paryż, Rzym albo Barcelonę.
W 193. DROZDOWISKU chodzimy więc z Suroszem po Pradze i rozmawiamy. Trochę się spieramy. Odbieramy hospodzie status czeskiej świętości. Zastanawiamy się nad stereotypami i nad tym, jak Czesi opowiadają dziś własną historię. Mariusz mówi o mieście, w którym mieszka od piętnastu lat i które nadal potrafi go zaskoczyć. Na koniec nawet z Pragi wyjeżdżamy. I na kolejne „nieoczywistości” trafiamy. Więcej nie zdradzę. Odsyłam do odcinka.
Wniosek: nieoczywista Praga, nieoczywiste Czechy istnieją pod warunkiem, że sami dla siebie je zdefiniujemy. Czego i Wam życzę.
Wasza Drozda
Jeśli podoba Ci się, to co robię, poczytaj, posłuchaj, wesprzyj. Łatwiej będzie mi tworzyć dalej, a Ty dostaniesz coś EXSTRA!
https://patronite.pl/TeresaDrozda
https://buycoffee.to/drozdowisko/
https://suppi.pl/drozdowisko
https://id.ffm.to/drozdowisko




